W swoim etapie zagubionego życia (nałogowca) – smutek utożsamiałem z chorobliwym stanem, który należy jak najszybciej przekształcić na różową euforie. Po pewnym czasie zdobyłem tytuł mistrza. Stymulantami mojego nastroju było wszystko co pobudzało mnie pozytywnie.

Mój zagubiony umysł, wierzył, że smutek, ból, nuda, niepokój, obrzydzenie, strach – to emocje, które nie przeżywają tacy superbohaterowie jak ja. Dlatego ich nie przeżywałem. Co robiłem – możecie się domyślić.

Teraz siedzę na tarasie, skąpany w słońcu – czuje smutek, niepokój, nudę i obserwuje te emocje, akceptuje ich wartość. Również ich potrzebuje do normalnego funkcjonowania. Będąc pajacykiem uśmiechniętym cały czas – smutek mógł mnie zabić.

Bonzaj,